Nauka To Lubię

Oficjalna strona Tomasza Rożka

Kategoria: Człowiek

Robimy krzywdę naszym dzieciom

Dzieci w ostatnich klasach szkół podstawowych są przeciążone pracą. Nie mają czasu na pogłębianie swoich zainteresowań. Chcielibyśmy, żeby ciekawość dodawała im skrzydeł, tyle tylko, że ich plecaki są tak ciężkie, że nie sposób oderwać się z nimi od twardej ziemi.

Dzieci w ostatnich klasach szkół podstawowych są przeciążone pracą. Nie mają czasu na pogłębianie swoich zainteresowań. Chcielibyśmy, żeby ciekawość dodawała im skrzydeł, tyle tylko, że ich plecaki są tak ciężkie, że nie sposób oderwać się z nimi od twardej ziemi.

Kiedyś postanowiłem zapytać kilka osób o źródło ich pasji. Pisałem wtedy książkę o wybitnych polskich naukowcach, o badaczach, którzy uprawiają naukę na światowym poziomie. Co otworzyło ich głowy? Co napędzało ich do zdobywania wiedzy? Co spowodowało, że zainteresowali się genetyką, meteorologią, medycyną, fizyką,…? Okazało się, że za każdym razem była to książka. Nie szkoła, tylko książka wykraczająca poza szkolny program. Czasami podarowana przez rodziców, czasami znaleziona w bibliotece, czasami otrzymana jako nagroda w jakimś konkursie.

Szkoła może człowieka zainspirować, ale sama szkoła to za mało, żeby podtrzymać tę inspirację. Historie naukowców z którymi rozmawiałem były niemal identyczne. Najczęściej książkę, która jak się później okazywało miała wpływ na kierunek rozwoju zawodowego, ci ludzie dostawali gdy byli jeszcze w szkole podstawowej. To wtedy rodzą się pasje, które – jeżeli odpowiednio prowadzone i podsycane – pozostają na całe życie. Po latach nie pamiętamy prawych dopływów Wisły, długości głównych rzek w Polsce czy rodzajów gleb. Po latach pamiętamy okładkę książki, która zmieniła sposób w jaki postrzegamy świat. Pamiętamy rozkład ilustracji na poszczególnych stronach i kolor grzbietu.

Rozmowy z naukowcami o książkach przypominają mi się za każdym razem, gdy muszę swoim dzieciom zabraniać czytania książek. Czy dobrze robię? Uczniowie w 7 klasie mają w tygodniu 38 godzin lekcji. To prawie tyle ile etat dorosłego człowieka. Ja w ich wieku miałem w tygodniu o około 10 godzin mniej! Po powrocie do domu, dzieci muszą odrobić zadania domowe i przygotować się do sprawdzianów i kartkówek na kolejne dni. Ich plecaki są tak ciężkie, że około czwartku słyszę, że bolą je już plecy. Gdy kolejny dzień wracają o 15:30, znowu po ośmiu lekcjach, wyglądają nie jak dzieci, tylko jak cyborgi. Nie mają nawet siły na to, żeby pobiegać. Czy w Ministerstwie Edukacji naprawdę nie ma nikogo kto wie, że taki wysiłek jest ponad dziecięce możliwości? Gdy chcą psychicznie odpocząć, gdy chcą zrobić coś innego niż nauka i przeglądanie zeszytów – przynajmniej moje dzieci – biorą do ręki książkę. Tyle tylko, że w trakcie tygodnia wybór jest prosty. Jak będą czytały, nie zdążą się nauczyć na sprawdzian. Albo będą rozwijały pasje, albo będą – często tylko pamięciowo – przyswajały szkolne informacje. W takim trybie nie ma czasu na naukę instrumentu, na kółka zainteresowań czy pójście do muzeum. W takim trybie nie ma czasu na zabawę. Naprawdę nie wiecie państwo z Ministerstwa, że zabawa rozwija? W takim trybie z trudem udaje się znaleźć czas na dodatkowy angielski. Ale tylko wtedy, gdy obiad będzie zjedzony w biegu, niemalże na stojąco.

Czego oczekujemy od młodego człowieka? Tego, żeby umiał czy tego, żeby rozumiał? Tego, żeby ciekawość dodawała mu skrzydeł, czy tego, żeby plecak pokrzywił mu kręgosłup? Chcemy tworzyć armię zmęczonych robotów czy nowoczesne społeczeństwo ciekawych świata ludzi, którzy z pasją budują rakiety, badają geny, piszą wiersze i odkrywają nowe lądy? Czy ktokolwiek w Ministerstwie Edukacji zadaje sobie takie pytania? Robimy krzywdę naszym dzieciom.

Tomasz Rożek

 

Tekst ukazał się w tygodniku Gość Niedzielny

18 komentarzy do Robimy krzywdę naszym dzieciom

Karmienie piersią zmniejsza ryzyko cukrzycy

Karmienie dziecka piersią przez ponad sześć miesięcy niemal o połowę obniża u kobiety ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 2 – wykazało trwające 30 lat badanie, które publikuje pismo “JAMA Internal Medicine”.

Karmienie dziecka piersią przez ponad sześć miesięcy niemal o połowę obniża u kobiety ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 2 – wykazało trwające 30 lat badanie, które publikuje pismo “JAMA Internal Medicine”.

„Zaobserwowaliśmy bardzo silną zależność między okresem, w którym kobieta karmi piersią, a spadkiem ryzyka rozwoju cukrzycy, nawet po uwzględnieniu wszystkich możliwych czynników ryzyka” – skomentowała kierująca badaniami dr Erica P. Gunderson z Kaiser Permanente Division of Research w Oakland (Kalifornia, USA).

Jej zespół przeanalizował dane zebrane wśród 1238 kobiet, uczestniczek badania na temat czynników ryzyka rozwoju choroby wieńcowej – Coronary Artery Risk Development in Young Adults (CARDIA). W momencie włączenia do niego panie były w wieku od 18. do 30 lat i żadna z nich nie miała cukrzycy. W ciągu kolejnych 30 lat, kiedy śledzono stan ich zdrowia, każda kobieta urodziła co najmniej jedno dziecko oraz była poddawana badaniom w kierunku cukrzycy (do siedmiu razy w ciągu całego badania). Uczestniczki udzielały też informacji na temat stylu życia – w tym diety i aktywności fizycznej oraz na temat okresu, w którym karmiły piersią swoje dziecko. W analizie uwzględniono czynniki ryzyka zachorowania na cukrzycę występujące u nich przed ciążą, takie jak otyłość, poziom glukozy na czczo, styl życia, historia występowania cukrzycy w rodzinie, a także zaburzenia metabolizmu podczas ciąży.

Kobiety, które karmiły piersią przez ponad sześć miesięcy były o 47 proc. mniej narażone na rozwój cukrzycy typu 2 w późniejszych latach, w porównaniu z tymi, które nie karmiły wcale. U pań karmiących sześć miesięcy lub krócej spadek ryzyka był mniejszy – o 25 proc.

Długofalowe korzyści z karmienia piersią były widoczne zarówno u kobiet rasy białej, jak i czarnej, niezależnie od tego, czy wystąpiła u nich cukrzyca ciążowa (która zwiększa ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 2 w przyszłości). U kobiet rasy czarnej trzykrotnie częściej rozwijała się cukrzyca w ciągu 30 lat badania, jednocześnie rzadziej karmiły one piersią niż kobiety rasy białej.

„Częstość zachorowania na cukrzycę spadała stopniowo wraz z wydłużaniem się okresu karmienia piersią, niezależnie od rasy, wystąpienia cukrzycy ciążowej, stylu życia, rozmiarów ciała i innych metabolicznych czynników ryzyka ocenianych przed ciążą, co sugeruje biologiczny charakter mechanizmu leżącego u podłoża tej zależności” – skomentowała dr Gunderson.

Naukowcy uważają, że może chodzić m.in. o wpływ hormonów produkowanych podczas laktacji na komórki trzustki, które wydzielają insulinę i w ten sposób regulują poziom glukozy we krwi.

Wiedzieliśmy od dłuższego czasu, że karmienie piersią daje wiele korzyści zarówno matce, jak i dzieciom” – przypomniała niebiorąca udziału w badaniu Tracy Flanagan, dyrektor oddziału ds. zdrowia kobiet w Kaiser Permanente Northern California.

Badania wskazują na przykład, że kobiety, które karmiły dziecko piersią są mniej zagrożone zachorowaniem na raka piersi, z kolei dzieci karmione mlekiem mamy są w przyszłości mniej narażone na alergie i astmę, choroby serca, nadciśnienie, otyłość i inne zaburzenia metabolizmu.

W opinii Flanagan wyniki najnowszego badania dostarczają kolejnego argumentu, dla którego „lekarze, pielęgniarki, a także szpitale i decydenci, powinni wspierać kobiety w tym, by karmiły piersią tak długo, jak to możliwe”. (PAP)

Brak komentarzy do Karmienie piersią zmniejsza ryzyko cukrzycy

Co najbardziej skraca życie Polakom? Przeanalizowały to badaczki z Łodzi

Rak płuc kradnie już Polkom więcej lat życia niż rak piersi. A u mężczyzn roczna liczba samobójstw przerasta liczbę ofiar wypadków komunikacyjnych. Badaczki z Łodzi przyjrzały się, dlaczego Polacy nie…

Rak płuc kradnie już Polkom więcej lat życia niż rak piersi. A u mężczyzn roczna liczba samobójstw przerasta liczbę ofiar wypadków komunikacyjnych. Badaczki z Łodzi przyjrzały się, dlaczego Polacy nie żyją tak długo, jakby mogli.

„Chciałyśmy zbadać, które przyczyny zgonu są teraz w Polsce najbardziej istotne z ekonomicznego i społecznego punktu widzenia. I jak to się zmieniło w ciągu 15 lat XXI wieku” – opowiada w rozmowie z PAP dr Małgorzata Pikala z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Jej badania – prowadzone wspólnie z prof. Ireną Maniecką-Bryła z łódzkiego UM – publikowane były w prestiżowym „Scientific Reports”. 

Badaczki z łódzkiego UM zanalizowały dane z GUS na temat wszystkich zgonów Polaków w latach 2000-2014. Średnia długość życia mężczyzn w Polsce w 2014 r. wynosiła 73,7 lat, a kobiet – 81,7. Od 2000 r. te średnie wzrosły odpowiednio o 4,1 i 3,7 lat. Jednakże pomimo tych pozytywnych zmian, długość trwania życia Polaków różni się na niekorzyść od większości krajów europejskich. Wśród 44 krajów Europy Polska zajmowała pod tym względem w 2014 roku 28. miejsce w grupie mężczyzn i 25. miejsce w grupie kobiet.

JAK POLICZYĆ UTRACONE LATA ŻYCIA?

Badaczki analizując przyczyny tych zgonów i ich znaczenie dla społeczeństwa zastosowały zamiast tradycyjnych współczynników zgonów współczynnik SEYLL – oparty o utracone lata życia. To współczynnik dość nowy, ale stosowany już na świecie, m.in. przez Światową Organizację Zdrowia. SEYLL – w uproszczeniu – uwzględnia, ile lat utraciła przedwcześnie zmarła osoba. „Kiedyś uwzględniało się w tym współczynniku długość życia w Japonii, bo Japończycy biją rekordy w długowieczności. Teraz oblicza się to według specjalnych tablic, skonstruowanych w oparciu o najniższe obserwowane wskaźniki umieralności dla każdej grupy wieku w krajach liczących ponad 5 milionów ludności” – mówi dr Pikala. Tablice te wykazują, ile powinna – w modelowej sytuacji – przeżyć osoba w danym wieku. Według tego wskaźnika np. śmierć noworodka oznacza 86 utraconych lat życia, 30-latka to 54 lat straty, 60-latka – 27 lat, a 100-latka to 2 utracone lata życia.

„Utracone lata życia są o tyle lepszym miernikiem, że bardziej uwzględniają skutki społeczne i ekonomiczne przedwczesnej umieralności” – mówi badaczka z łódzkiego UM. I podaje przykład, że zgony osób młodych są dla społeczeństwa większym obciążeniem niż osób w sędziwym wieku.

Z wyliczeń wynika, że w przeliczeniu na 10 tys. mieszkańców Polski w 2000 r. mężczyźni tracili 2500 lat życia, a w 2014 r. mniej, bo prawie 2200 lat. U kobiet współczynnik ten wynosił odpowiednio 1430 i 1270 lat. Najwięksi złodzieje życia w Polsce to choroby układu krążenia, nowotwory złośliwe, zewnętrzne przyczyny zgonów (w tym przede wszystkim wypadki komunikacyjne i samobójstwa) oraz choroby układów trawiennego i oddechowego.

TRZY GRUPY PRZYCZYN

Naukowcy podzielili przyczyny zgonu na trzy najważniejsze grupy. W pierwszej grupie są m.in. choroby zakaźne, pasożytnicze, związane z ciążą i porodem, a także niedożywieniem. „To grupa istotna w krajach słabo rozwiniętych, ale w Polsce – najrzadziej spotykana” – skomentowała dr Pikala. Drugą grupą przyczyn zgonów są przewlekłe choroby niezakaźne – m.in. nowotwory czy choroby układu krążenia. „To najczęstszy powód zgonów w krajach rozwiniętych, również w Polsce” – powiedziała rozmówczyni PAP. Trzecia zaś grupa to zewnętrzne przyczyny zgonu – wypadki, samobójstwa.

PROSIMY NIE PALIĆ!

Druga grupa przyczyn śmierci – przewlekłe choroby niezakaźne – to w Polsce prawie 80 proc. wszystkich utraconych lat życia mężczyzn i 90 proc. utraconych lat kobiet. Chociaż współczynnik SEYLL w przypadku tych przyczyn spada (to dobry znak), są grupy osób, w których obserwuje się niekorzystne zmiany. „Na przykład zwiększa się liczba lat życia utraconych przez kobiety z powodu nowotworów, zwłaszcza raka płuc” – opowiada dr Pikala. I dodaje: „Zaskakujące jest, że odsetek lat życia utraconych z powodu raka płuc jest wyższy niż z powodu raka piersi. Do niedawna było odwrotnie” – opowiada badaczka.

A to oczywiście sprawka papierosów. Dr Pikala opowiada, że w ostatnim 15-leciu odsetek palących mężczyzn spadł z 43 do 33 proc. A odsetek palących kobiet się nie zmienił – utrzymuje się na poziomie 23 proc. To, że rak płuc u kobiet jest teraz silniej widoczny w przyczynach zgonu, ma też związek z kulturą palenia. Co druga kobieta, która urodziła się między 1940 a 1960 r. jest (lub była) palaczką. „Dopiero teraz – obserwując przyczyny zgonów – widzimy skutki tak wysokiego odsetka palaczek z tamtych roczników” – opowiada dr Pikala.

U MĘŻCZYZN SAMOBÓJSTW WIĘCEJ NIŻ WYPADKÓW

Zewnętrzne przyczyny zgonów (trzecia grupa) odpowiadają za 15,7 proc. utraconych lat życia u mężczyzn i 5,3 proc. u kobiet. W tej grupie przyczyn najwięcej lat zabierają Polakom wypadki komunikacyjne. „Ale tu mamy trendy spadkowe” – komentuje dr Pikala. Ale dodaje, że już w przypadku samobójstw o korzystnych zmianach raczej nie może być mowy. Problem dotyczy zwłaszcza samobójstw mężczyzn mieszkających w małych miasteczkach i na wsiach. „Od 2006 r. wśród mężczyzn liczba zgonów z powodu samobójstw przekracza liczbę ofiar wypadków komunikacyjnych. Podobne tendencje obserwuje się i w innych krajach Europy Wschodniej” – mówi statystyk.

„To przez wielu autorów tłumaczonych jest tym, że na skutek zmian społeczno-ekonomicznych wielu mężczyzn odczuwa zmniejszanie swoich szans na rynku pracy, co często jest przez nich postrzegane jako wykluczenie społeczne i może prowadzić do samobójstw” – opowiada. Sugeruje, że liczba samobójstw może się też wiązać z rosnącą ilością wypijanego alkoholu. W Polsce spożycie alkoholu na 1 mieszkańca od 2000 r. systematycznie rośnie: od 7,1 l do 9,4 l czystego alkoholu w 2014 r. Jak zwraca uwagę dr Pikala, statystyki zawyżane są przez mieszkających w mniejszych miastach i wsiach mężczyzn z wykształceniem średnim i podstawowym.

SZCZEPIENIA – ZALEGŁOŚĆ DO NADROBIENIA

Jeśli chodzi o grupę zgonów związaną z chorobami zakaźnymi, niedożywieniem, ciążą i połogiem (pierwsza grupa zgonów) – mamy tu – jeśli chodzi o współczynnik SEYLL – trend spadkowy. „Niemniej jednak mamy problem dotyczący zakażeń górnych i dolnych dróg oddechowych. Tu obserwujemy trend rosnący” – opowiada dr Pikala. I dodaje: „autorzy różnych opracowań tłumaczą to między innymi niechęcią Polaków do szczepień przeciw grypie”. Podczas gdy Rada Europejska rekomenduje, by szczepiło się 75 proc. obywateli, statystyki pokazują, że przeciw grypie szczepi się nie więcej niż 5 proc. Polaków. To nie zapewnia wystarczającej redukcji zachorowań.

Zapytana o to, jak Polacy mogą zadbać o to, by ich życie trwało jak najdłużej, dr Pikala odpowiada: „Porady są proste: prowadzić zdrowy tryb życia, nie mieć nałogów, dbać o aktywność fizyczną, regularnie się badać oraz szczepić”.

PAP – Nauka w Polsce, Ludwika Tomala

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

7 komentarzy do Co najbardziej skraca życie Polakom? Przeanalizowały to badaczki z Łodzi

Samouczące się systemy informatyczne pomocą dla radiologów

Samouczące się systemy informatyczne, które na podstawie zgromadzonych danych i doświadczeń potrafią automatycznie analizować również nowe dane, mogą się okazać pomocne w pracy radiologów. Tego typu rozwiązanie powstaje właśnie w…

Samouczące się systemy informatyczne, które na podstawie zgromadzonych danych i doświadczeń potrafią automatycznie analizować również nowe dane, mogą się okazać pomocne w pracy radiologów. Tego typu rozwiązanie powstaje właśnie w Gliwicach. Pilotaż planowany jest na przyszły rok.

Chodzi o system do diagnostyki nowotworów i analizy zmian nowotworowych, oparty o obrazowanie dynamiczne po wzmocnieniu kontrastowym.

„To projekt innowacyjny na skalę świata. Być może takie badania są prowadzone w innych ośrodkach na świecie, ale to jest rzecz bardzo nowa, która bardzo może skrócić i ułatwić (kompleksową – przyp. PAP) analizę takich danych medycznych, np. w zastosowaniach onkologicznych (…). Mam nadzieję, że wdrożenie wyników tego projektu stanie się przełomem” – powiedział PAP dr Jakub Nalepa z Wydziału Automatyki, Elektroniki i Informatyki Politechniki Śląskiej w Gliwicach.

Trzonem tego innowacyjnego rozwiązania są techniki uczenia maszynowego (ang. machine learning). Jak tłumaczył Nalepa, systemy informatyczne budowane w oparciu o dotychczas zgromadzone i „zrozumiane” dane (np. obrazy medyczne) pozwalają na skrócenie czasu analizy nowych danych.

Naukowiec wskazał, że techniki uczenia maszynowego mogą być wykorzystywane np. do automatycznej segmentacji obrazów medycznych. „Na podstawie danych, które już mamy – to są dane historyczne – możemy stworzyć klasyfikator, który pozwoli na automatyczną analizę nowych obrazów, które nie były dotychczas +widziane+ przez taki system w czasie +treningu+. Możemy w ten sposób skrócić analizę, która musiałaby być wykonana przez człowieka, a jeżeli skracamy analizę obrazów medycznych, skracamy też czas potrzebny do diagnozy” – tłumaczył Nalepa, który jest jednocześnie kierownikiem ds. badań w tym projekcie z ramienia firmy Future Processing.

Innymi słowy – techniki uczenia maszynowego pozwalają na stworzenie takich algorytmów, które na podstawie opisanych wcześniej danych automatycznie „dostosowują się” do nowych danych, wykorzystując zgromadzone doświadczenia.

Wspomniany system dotyczący obrazowania dynamicznego powstaje we współpracy firmy Future Processing z Centrum Onkologii – Instytutem im. Marii Skłodowskiej-Curie w Gliwicach.

Jak podał Nalepa, obrazowanie dynamiczne po wzmocnieniu kontrastowym polega na skanowaniu wybranego obszaru ciała i analizie dynamiki przepływu środka kontrastowego u pacjenta. Pozwala to na wyznaczenie biomarkerów, opisujących charakterystykę i stopień zaawansowania nowotworu, umożliwiając ocenę ryzyka u pacjentów z chorobą nowotworową.

Dzięki segmentacji tego rodzaju danych medycznych można znaleźć w tych obrazach pewne „podejrzane” obszary, które wymagają dalszej analizy przez radiologa.

„Nasz system na pewno nie zastąpi pracy radiologa, ale będzie mógł pomóc w znalezieniu pewnych +podejrzanych+ regionów w obrazach, które powinny być jeszcze dokładniej sprawdzone” – podkreślił Nalepa.

Projekt badawczo-rozwojowy to nie tylko wyzwania medyczne, ale przede wszystkim algorytmiczne. Wśród nich naukowiec wymienił analizę trudnych danych, czyli zagadnienie z zakresu „big data”. Tłumaczył, że chodzi tu nie tylko o dużą ilość tych danych, duży ich rozmiar, ale też ich heterogeniczność, czyli niejednorodność, a także o dane, których jakość nie jest pewna.

Nalepa zaznaczył więc, że zbudowanie takich systemów klasyfikacyjnych opartych o dane o zróżnicowanej jakości jest w praktyce bardzo trudne i wymaga dobrze przemyślanego wstępnego przetwarzania i selekcji danych, które są najbardziej reprezentatywne, np. dla pewnego rodzaju zmian nowotworowych.

Badania nad tym systemem są jeszcze prowadzone. „Mamy nadzieję, że już w przyszłym roku będziemy gotowi do pierwszych, pilotażowych wdrożeń. Wprowadzenie nowego produktu medycznego na rynek jest długim i żmudnym procesem, dlatego że należy udowodnić, że to, co opracowaliśmy rzeczywiście może być użyte w codziennej praktyce onkologicznej” – zaznaczył Nalepa.

W jego ocenie zapotrzebowanie na tego typu pomoc dla radiologów i fizyków medycznych jest nie tylko w Polsce. „Współpracujemy z ludźmi z Cambridge, więc widzimy, że nie tylko w Polsce jest zapotrzebowanie na tego rodzaju rozwiązania i mam nadzieję, że to w przyszłości zaprocentuje, przede wszystkim dla pacjentów” – podsumował.

Projekt ten o budżecie w wysokości 19 mln zł uzyskał dofinansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w wysokości 9 mln zł.

W październiku dr Jakub Nalepa otrzymał Nagrodę im. Witolda Lipskiego, przyznawaną młodym polskim uczonym zajmującym się informatyką.(PAP)

autor: Agnieszka Kliks-Pudlik

akp/ agt/

 

 

 

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Brak komentarzy do Samouczące się systemy informatyczne pomocą dla radiologów

Komórki nowotworowe niszczone z pomocą nanocząstek – projekt łódzkich naukowców

Łódzcy naukowcy opracowali metodę termicznego niszczenia rozsianych komórek nowotworowych z użyciem nanocząstek. Całe piękno tej metody polega na tym, że niszczymy tylko komórki zwyrodniałe – mówi współtwórca rozwiązania prof. Zbigniew…

Łódzcy naukowcy opracowali metodę termicznego niszczenia rozsianych komórek nowotworowych z użyciem nanocząstek. Całe piękno tej metody polega na tym, że niszczymy tylko komórki zwyrodniałe – mówi współtwórca rozwiązania prof. Zbigniew Kołaciński z Instytutu Mechatroniki i Systemów Informatycznych PŁ.

Przy zastosowaniu tej metody przepływające w układzie krwionośnym nanorurki odnajdują guza nowotworowego zawierającego zdegenerowane komórki i się do nich przyczepiają. Napromieniowanie tkanki falą elektromagnetyczną powoduje nagrzanie komórek nowotworowych powyżej temperatury ich apoptozy wywołując nekrozę, czyli śmierć komórek – mówił PAP współtwórca rozwiązania prof. Zbigniew Kołaciński z Instytutu Mechatroniki i Systemów Informatycznych Politechniki Łódzkiej.

Opracowanie metody niszczenie rozsianych komórek nowotworowych jelita grubego z użyciem nanocząstek to rezultat projektu sponsorowanego przez NCBiR, zrealizowanego w Politechnice Łódzkiej, z udziałem Uniwersytetu Medycznego w Łodzi oraz firmy AMEPOX.

Prof. Kołaciński podkreślił, że naukowcy zajmujący się nanotechnologią wychodzą naprzeciw niedoskonałościom obecnie stosowanych metod leczenia raka – leczenia chirurgicznego, w przypadku którego pacjenci zgłaszają się do lekarza zbyt późno, dlatego często jest to leczenie jedynie paliatywne, czyli przeciwbólowe, a także chemioterapii i radioterapii, których stosowanie niszczy niestety także komórki zdrowe.

„Powstała wśród naukowców, którzy zajmują się nanotechnologią, chęć wprowadzenia nanocząstek do likwidacji komórek rakowych. Te nanocząstki muszą być zasobnikami leków lub innych elementów, które potrafią zniszczyć komórki rakowe” – wyjaśnił prof. Kołaciński.

Na Politechnice Łódzkiej opracowano metodę otrzymywania takich nanozasobników poprzez syntezę nanorurek węglowych różnymi metodami: łukową, metodą plazmy mikrofalowej oraz chemicznego osadzania z fazy gazowej. Nanorurki zawierają w sobie ferromagnetyk np. żelazo, które można następnie rozgrzać przy pomocy fali elektromagnetycznej.

„Jeżeli taki zasobnik wprowadzimy do organizmu i przyłączymy go do komórek rakowych, spełni on rolę mikroźródła grzejnego, które zniszczy te komórki. Jest to zniszczenie całkowite, bo jeżeli temperatura komórki nowotworowej przekroczy 42 stopni C, następuje jej nekroza” – podkreślił prof. Kołaciński.

Martwe komórki nowotworowe są wydalane z organizmu, a komórki zdrowe pozostają dalej żywe. „Całe piękno tej metody polega na tym, że niszczymy tylko komórki zwyrodniałe” – ocenił naukowiec.

Łódzcy uczeni opracowali metodę adresowania nanorurek węglowych jako zasobników do komórek rakowych przy pomocy przyłączonych do kwasu foliowego specyficznych ligandów, które mają zdolność znajdowania komórek rakowych. Takie zasobniki mogą być wstrzykiwane do organizmu, bądź podawane przez skórę lub w formie tabletki. Badacze opracowali także urządzenie do hipertermii, czyli nagrzewania komórek falą elektromagnetyczną.

Nanozasobniki biegną w układzie krwionośnym i odnajdują chore komórki – uruchamiany jest wówczas proces termoablacji tzn. nagrzewania polem elektromagnetycznym. ”Chore komórki podlegają napromieniowaniu falą elektromagnetyczną o wysokiej częstotliwości radiowej, która podgrzewa żelazo w procesie hipertermii niszczącej komórki rakowe” – dodał naukowiec.

Do tego celu łódzcy naukowcy wykorzystują generatory o częstotliwości radiowej pracujące w zakresie od setek kiloherców do rzędu kilkudziesięciu megaherców. „Opracowaliśmy urządzenie do hipertermii, czyli nagrzewania komórek falą elektromagnetyczną, które wraz z patentem adresującym zasobniki do komórek rakowych, tworzy całość, która likwiduje wyłącznie zwyrodniałe komórki” – podkreślił prof. Kołaciński.

Metoda naukowców z PŁ została przebadana na komórkach nowotworowych jelita grubego. Konieczne są jeszcze testy na zwierzętach i testy kliniczne. W końcowej fazie wdrożenia klinicznego projektu naukowcy planują umieszczenie całego człowieka w urządzeniu emitującym kontrolowane dawki pola elektromagnetycznego o częstotliwości radiowej.

Prof. Kołaciński liczy na to, że za 10 lat ta metoda ta będzie skutecznie stosowana w określonych typach nowotworów. „Na pewno nie do wszystkich typów, natomiast w określonych typach nowotworów zostanie sprawdzona i będzie mogła być stosowana” – ocenił naukowiec. (PAP)

szu/ ksk/ zan/

 

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Brak komentarzy do Komórki nowotworowe niszczone z pomocą nanocząstek – projekt łódzkich naukowców

Mechanizm samobójczego naśladownictwa

Czyli inaczej efekt Wertera jest znany od wielu lat. Media powinny z wielką powściągliwością pisać o zbrodniach, aktach terroryzmu i samobójstwach. Inaczej biorą na siebie ciężar odpowiedzialności za naśladowców. 

Czyli inaczej efekt Wertera jest znany od wielu lat. Media powinny z wielką powściągliwością pisać o zbrodniach, aktach terroryzmu i samobójstwach. Inaczej biorą na siebie ciężar odpowiedzialności za naśladowców. 

Gdy w mediach pojawia się dużo relacji dotyczących samobójstwa, gdy z tematu robi się główną informację dnia, gdy osoby znane gratulują samobójcy odwagi i determinacji, wzrasta prawdopodobieństwo kolejnych tragedii. Niewiele rzeczy tak jasno jak efekt Wertera ilustruje ogromną odpowiedzialność mediów i pracujących w nich dziennikarzy. Ta odpowiedzialność leży także na naszych barkach. To przecież my linkujemy, komentujemy i udostępniających treści, za które jesteśmy odpowiedzialni.  Światowa Organizacja Zdrowia kilka lat temu stworzyła nawet dokument z wytycznymi dla dziennikarzy jak pisać o samobójstwach, tak, żeby nie prowokować naśladowców.

Statystycznie rzecz ujmując, wzrost samobójstw następujący kilka, kilkanaście dni od nagłośnienia analogicznej tragedii. Z badań wynika, że szczególnie wyraźnie jest widoczny, gdy samobójstwo popełni znana osoba (np. gwiazda filmowa), lub gdy czyn osoby popełniającej samobójstwo jest usprawiedliwiany. Efekt Wertera zauważono także w stosunku do terroryzmu. Czym więcej informacji a aktach terroru, tym częściej się one zdarzają. Gdy przeanalizowano ponad 60 tysięcy zamachów terrorystycznych jakie miały miejsce na całym świecie w latach 1970 – 2002 i skorelowano je z częstotliwością oraz długością ukazujących się na ich temat materiałów prasowych, odkryto, że każde dodatkowe doniesienie o zamachu terrorystycznym zwiększało prawdopodobieństwo zamachów w kolejnym tygodniu o od kilku do kilkunastu procent.

Człowiekiem, który wprowadził do literatury określenie „efekt Wertera” był amerykański socjolog David Philips. Swoje badania prowadził w latach 70tych XX wieku. Już wtedy zauważono, że efekt jest wzmacniany gdy opisy śmierci podaje się ze szczegółami. Gdy samobójca umiera długo i w cierpieniu, gdy upublicznia się wizerunek zrozpaczonych krewnych samobójcy, gdy publikuje się list w których samobójca wyjaśnia swoje motywy i gdy te motywy poddaje się w mediach analizie. Psychologowie twierdzą, że w tym jest tak duży „potencjał identyfikacyjny”, że osoby o słabszej osobowości, osoby, które już wcześniej rozważały samobójstwo są tymi informacjami wręcz popychane do tragicznych czynów.

Obszerną rozmowę na temat efektu Wertera, kilka lat temu (w 2011 roku) opublikował portal Polityka.pl

– Jak to działa? – pytała w wywiadzie Joanna Cieśla.

(prof. Bartosz Łoza – kierownik Kliniki Psychiatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.): Większość z nas bez głębszej refleksji wchłania papkę newsową, którą przekazują nam media, zwłaszcza te szybkie, operujące skrótami. Działa tu mechanizm modelowania – mamy podaną całą gotową historię – o prawdziwym człowieku, prawdziwym życiu, prawdziwych decyzjach, z początkiem i końcem. Nie musimy wkładać żadnego wysiłku w to, żeby ją śledzić, siedzimy w fotelu, a ona jest nam opowiadana. Staje się szczególnie wiarygodna dzięki wykorzystaniu takich technik jak nakręcone drżącą ręką filmy przysłane przez widzów, relacje i amatorskie zdjęcia internautów. To wszystko potwierdza, że to prawda, nie jakaś kreacja. 

Następnie prof. Bartosz Łoza wyjaśnia na czym polega owo modelowanie. Mówi, że osoby z podobnymi problemami co samobójca, rozważające już wcześniej tragiczne w skutkach kroki, dochodzą do wniosku, że skoro samobójca się zabił, one także mogą to zrobić.

– Informacja o zbrodni sprawia, że wszyscy stajemy się gorsi? – pytała Joanna Cieśla z Polityki.

– Niestety. Nie chcę zabrzmieć jak kaznodzieja, ale zło będzie rodzić zło. Wyjaśnia to nie tylko mechanizm modelowania, ale i teoria analizy transakcyjnej amerykańskiego psychoanalityka Erica Berne. Zgodnie z nią nasze emocje, moralność zależą od „głasków”, którymi nieustannie się wymieniamy z innymi ludźmi. Dobry głask to pochwała, zły głask – gdy ktoś na mnie burknął w autobusie. Mogę odburknąć – wtedy oddam negatywny głask. To taka waluta emocjonalna. Nasze portfele są pełne tej waluty, którą przez całe życie wymieniamy się z innymi ludźmi – odpowiada prof. Łoza.

W kolejnych częściach wywiadu profesor tłumaczy, że w tak destrukcyjny sposób działają na nas przede wszystkim informacje prawdziwe. Stąd często emitowane filmy w których dochodzi do strzelanin czy innych zbrodni nie mają wpływu na wzrost przestępczości. Natomiast relacjonowanie zbrodni czy tragedii, które rzeczywiście miały miejsce, szczególnie, gdy te relacje są bardzo emocjonalne, mogą nakłaniać do samobójczych kroków.

Efekt Wertera swoją nazwę zawdzięcza imieniu głównego bohatera napisanej przez Goethego powieści „Cierpienia młodego Wertera”. Po jej wydaniu (w 1774 roku) bodaj po raz pierwszy zauważono tzw. mechanizm samobójczego naśladownictwa.

Historia nieszczęśliwie zakochanego Wertera, który ostatecznie popełnił samobójstwo, pchnęła tysiące młodych ludzi nie tylko w Niemczech ale i w wielu innych krajach Europy do odebrania sobie życia.

2 komentarze do Mechanizm samobójczego naśladownictwa

Uważaj jak chodzisz

Ze sposobu w jaki się poruszamy, naukowcy potrafią wyciągnąć zadziwiającą ilość informacji. Osoby, które obserwują model chodu charakterystyczny dla mężczyzn mają wrażenie, że postać się do nich zbliża. Równocześnie gdy obserwują chód żeński, wydaje im się, że postać się oddala.

Ze sposobu w jaki się poruszamy, naukowcy potrafią wyciągnąć zadziwiającą ilość informacji. Osoby, które obserwują model chodu charakterystyczny dla mężczyzn mają wrażenie, że postać się do nich zbliża. Równocześnie gdy obserwują chód żeński, wydaje im się, że postać się oddala.

Amerykańska firma Visionics opracowała system który potrafi analizować twarze. Zainstalowany w centrum monitoringu miejskiego (czy lotniskowego) „wyławia” z tłumu przechodniów osoby które ma w swojej bazie danych. Rozpoznaje je po rozstawie oczu, kształcie ust czy wysokości czoła. Czy istnieje lepszy sposób na znalezienie osoby poszukiwanej ?

Chód świetlnych punkcików

Oprogramowanie Visionics, ale także aplikacje wielu innych firm zajmujących się szeroko rozumianym bezpieczeństwem, potrafi znacznie więcej. Automatycznie wykrywa osoby, po… sposobie chodzenia. Może np. z tłumu wyłowić osobę, która pod kurtką niesie coś ciężkiego. Jak to robi ? Za dogłębne przeanalizowanie chodu kobiet i mężczyzn zabrali się badacze z Southern Cross Univeristy w Coffs Harbour (w Australii). Wyniki ich badań opublikował tygodnik „New Scientist” oraz czasopismo „Current Biology” (vol 18, R728-R729). Czy kobiety i mężczyźni poruszają się inaczej ? To oczywiste, ale jak matematycznie opisać i zmierzyć te różnice ? Najpierw naukowcy sfilmowali chód 50 kobiet i 50 mężczyzn, a następnie, komputerowo każdy staw (biodrowy, barkowy, łokciowy,…) badanej osoby zaznaczyli jako świecący punkt. Z filmu przedstawiającego poruszającą się postać powstała animacja poruszających się punktów świetlnych, a równocześnie biblioteka chodów ludzkich. Zbiór sposobów w jakich poruszają się ludzie.

Okazało się, że nawet powierzchowna analiza pozwala wyłapać charakterystyczne cechy męskiego i żeńskiego chodu. To ważne, bo jeżeli problem da się opisać matematycznie, jest też nadzieja, że uda się go przełożyć na język rozumiany przez komputery. Po sposobie chodzenia można też określić wiek obserwowanego. Głębsza analiza pozwala powiedzieć w jakim jest nastroju i czy jest zmęczony, jakie ma wady postawy i czy dźwiga coś ciężkiego. Stosunkowo łatwo jest też określić czy obserwowany kuleje czy tylko udaje (to ważne wtedy gdy ktoś chciałby zmylić system monitoringu). Te wszystkie informacje są niezwykle ważne dla służb, która zajmują się bezpieczeństwem, ale mogą być też wykorzystywane przez psychologów.

Odchodzi czy przychodzi

Szef grupy badaczy Rick van der Zwan chód najbardziej kobiecy porównał do poruszania się koni w czasie parady. Zauważył, że panie podnoszą wysoko kolana a stopy stawiają jedna za drugą w tej samej linii. Jak zatem wygląda chód typowo męski ? Wg autorów badań można go porównać do toczenia się.

Przy okazji badań badacze zauważyli bardzo ciekawą prawidłowość. Osoby, które obserwują model chodu charakterystyczny dla mężczyzn mają wrażenie, że postać się do nich zbliża. Równocześnie gdy obserwują chód żeński, wydaje im się, że postać się oddala. Dlaczego tak się dzieje ? Trudno powiedzieć, ale autorzy spekulują, że odpowiedzi należy szukać w ewolucji. – Gdy zauważymy mężczyznę i nie mamy pewności czy się do nas zbliża czy oddala, lepiej założyć to pierwsze – powiedział Zwan. Dlaczego ? Bo naszym dalekim przodkom bezpieczniej było w takiej sytuacji przygotować się do ucieczki albo konfrontacji niż później żałować. Dlaczego w takim razie chód kobiecy kojarzy nam się z oddalającą postacią ? Choć to znowu przypuszczenie, autorzy także w tym przypadku wskazują na ewolucję. „Kiedy jest się małym dzieckiem i nie do końca jest się pewnym czy mama stoi przodem do nas czy odchodzi, prawdopodobnie bezpieczniej jest założyć, że jednak odchodzi, aby być gotowym do pójścia za nią” – tłumaczy van der Zwan.

Kto zwraca uwagę na chód ? Modelki, aktorzy,… Okazuje się, że nawet ze stawiania nogi za nogą specjaliści potrafią wyciągnąć zaskakujące wnioski. Wnioski dotyczące nas dzisiaj i nas przed wieloma wiekami.

Tomasz Rożek

Brak komentarzy do Uważaj jak chodzisz

Smog? Bez spiny, jest super!

Na portalu TwojaPogoda.pl pojawił się kilka dni temu artykuł pt. „Histeria z powodu smogu. Kto ją wywołuje i dlaczego?” No właśnie. Kto histeryzuje? Po co? I kto na tym zyskuje?

Na portalu TwojaPogoda.pl pojawił się kilka dni temu artykuł pt. „Histeria z powodu smogu. Kto ją wywołuje i dlaczego?” No właśnie. Kto histeryzuje? Po co? I kto na tym zyskuje?

Pod artykułem nie podpisał się autor, wiec rozumiem, że to tekst redakcyjny. Dziwię się, że portal, który sam wielokrotnie ostrzegał przed powietrzem złej jakości (np. „Rekordowy smog spowija Polskę. Trujący każdy wdech” z 2017-01-08), sam wielokrotnie opisywał tragiczne skutki oddychania zatrutym powietrzem (np. „Smog w stolicy Iranu zabija tysiące ludzi” z 2007-08-03), dzisiaj postanowił odwrócić smoga ogonem.

Zrzut ekranu 2017-02-19 o 18_Fotora

Tekst można streścić do następujących punktów:

  1. Kiedyś było gorzej.
  2. Na Zachodzie wcale nie jest tak czysto.
  3. Ekologiczne lobby jest na pasku producentów pieców.
  4. Smogu nie trzeba się obawiać.

No to po kolei.

Ad1. Kiedyś było gorzej. Tak, kiedyś było znacznie gorzej. Choć to dzisiaj jest więcej rakotwórczych dioksyn i furanów niż kiedyś. Ale nawet gdyby dzisiaj stężenia wszystkich szkodliwych substancji były niższe niż powiedzmy 20 lat temu, czy to automatycznie oznacza że jest super? No nie. Trzeba spojrzeć w statystyki i w pomiary. I okazuje się, że super nie jest. Że jest źle. I to bardzo. To, że niektórzy obudzili się dopiero wczoraj nie oznacza że kiedyś smogu nie było. Oznacza tylko… że niektórzy obudzili się wczoraj. Ani mniej, ani więcej. Organizacje ekologiczne od wielu lat mówią o zatrutym powietrzu. Tyle tylko, że dotychczas niewielu tego słuchało. W tym roku media informują o smogu częściej niż w poprzednich latach. Dlaczego? Dlatego, że Internet o tym więcej pisze, bo świadomość ludzi wzrosła. To system naczyń połączonych. Odczuwam osobistą satysfakcje, że i ja w budzeniu tej świadomości miałem swój udział publikując prosty pokaz z wacikiem i odkurzaczem. Zrobiłem to w pierwszych dniach stycznia. Choć powietrze było dużo gorsze w listopadzie i grudniu, przeważająca większość materiałów w mediach została zrobiona dopiero w styczniu. Do dzisiaj na różnych platformach moje video zobaczyło ponad 2 mln ludzi. Od tego czasu ten sam pokaz był powtarzany kilkukrotnie we wszystkich serwisach informacyjnych głównych stacji telewizyjnych.

>>> Więcej naukowych informacji na FB.com/NaukaToLubie.

Ad2. Na Zachodzie wcale nie jest tak czysto. Szczerze. Co mnie obchodzi jakie jest powietrze w Londynie, Brukseli czy Paryżu? Oddycham powietrzem w Warszawie albo na Śląsku. I to mnie obchodzi. Argumentowanie, że nie ma co panikować, bo za granicą nie jest wcale tak zielono jak mogłoby się wydawać, jest poniżej poziomu piwnicy.

Ale, podejmując wyzwanie… Jakość powietrza w stolicach zachodniej Europy jest dużo lepsza niż w miastach Polski. Znane są zestawienia mówiące, że to nasze miasta są w czołówce najbrudniejszych miast kontynentu. To, że w Niemczech spala się więcej węgla nie oznacza, że ten węgiel w większym stopniu zanieczyszcza powietrze. Bo,

  • w Niemczech węgiel nie jest palony w prywatnych piecach tylko w elektrowniach i elektrociepłowniach, a te zakłady (także w Polsce) mają filtry i nie dokładają się do smogu. Tymczasem w Polsce sporo węgla spala się w prywatnych piecach.
  • W Polsce nie obowiązują żadne normy dotyczące jakości węgla. W efekcie to u nas spala się węgiel wydobywany np. w Czechach, który tam nie mógłby zostać sprzedany.

Już wiesz redakcjo dlaczego argument o ilości spalanego w Niemczech i Polsce węgla jest jak kulą w płot?

>>> Więcej naukowych informacji na FB.com/NaukaToLubie.

Ad3. Ekologiczne lobby jest na pasku producentów pieców. Gdy pisałem o elektrowniach jądrowych (uważam, że w Polsce powinny powstać), słyszałem, że jestem przeciwko górnictwu na pasku lobby jądrowego. Teraz słyszę, że opłaca mnie lobby producentów węglowych pieców, bo piszę i alarmuję na temat złej jakości powietrza. Robię to zresztą od wielu lat każdego roku w czasie sezonu grzewczego. W międzyczasie byłem na pasku przemysłu farmaceutycznego (tak, uważam, że szczepionki to jedno z największych osiągnieć ludzkości), oraz przemysłu biotechnologicznego (tak, nie znajduję naukowych dowodów przeciwko GMO).

Zarzucenie komuś, że jest skorumpowany jest bajecznie proste, ale intelektualnie dość małe. Redakcja TwojaPogoda.pl naprawdę wierzy, że ci, którzy ostrzegają przed złej jakości powietrzem są kupieni przez producentów nowoczesnych pieców? Dodam tylko, że po to by ulżyć powietrzu nie trzeba koniecznie pieca wymieniać. Dużo da przeczyszczenie przewodów kominowych. Sporo da odczyszczenie przed sezonem grzewczym, a nawet w trakcie jego trwania samego pieca i odpowiedni sposób składania ognia w piecu. Te czynności nic nie kosztują, a pozwalają oszczędzić pieniądze bo podnoszą sprawność pieca i instalacji. Nie jest wiec prawdą, że smog można zlikwidować tylko wymieniając stary piec na nowiutki. Jest wiele innych rozwiązań, a niektóre z nich przynoszą oszczędności. No ale tego z tekstu o histerii smogowej się nie dowiemy. Nie możemy się dowiedzieć, bo to złamałoby linię argumentacji redakcji, że ci, którzy piszą i mówią o smogu są w kieszeni producentów drogich pieców.

>>> Więcej naukowych informacji na FB.com/NaukaToLubie.

Ad4. Smogu nie trzeba się obawiać. Redakcja portalu twierdzi, że cała ta histeria ze smogiem została „opracowana przez niektóre organizacje” i „wcale nie chodzi [w niej]o ochronę naszego zdrowia”.

Był taki czas, kiedy uważano, że zdrowe jest naświetlanie się promieniami jonizującymi. I choć w pewnym momencie stało się jasne, że te mogą być źródłem raka, wiele osób dalej się naświetlało. Był taki czas, gdy twierdzono, że zdrowe jest palenie papierosów. Firmy tytoniowe przedstawiały opracowania które tego dowodziły. Przez lata dowodzono też, że ołów z benzyny nie ma nic wspólnego ze złym stanem zdrowia ludzi wdychających spaliny albo mieszkających niedaleko szlaków komunikacyjnych. Dzisiaj benzyny są bezołowiowe, na paczkach papierosów są ostrzeżenia o nowotworach spowodowanych paleniem a źródła promieniowania jonizującego są zamykane w pancernych szafach żeby nie wpadły w niepowołane ręce.

Nie ma w naszym ciele organu czy układu, który nie byłby narażony z powodu powietrza złej jakości. Są na to tysiące naukowych dowodów. Serce, płuca, ale także mózg. Układ hormonalny, układ nerwowy, krwionośny… Tam gdzie powietrze jest bardziej zanieczyszczone jest mniejsza masa urodzeniowa dzieci, a ludzie żyją krócej. Ocenia się że w Polsce każdego roku umiera z powodu powietrza złej jakości ponad 40 tys. osób. Szczególnie narażeni są chorzy (np. na astmę), osoby starsze i dzieci. „Smogu nie trzeba się obawiać”? W tekście z TwojaPogoda.pl znalazł się właśnie taki śródtytuł. Trzeba, i to bardzo. Dobrze, że coraz lepiej zdajemy sobie z tego sprawę. To, że są ludzie czy firmy, które na rosnącej świadomości robią pieniądze, to naturalne i oczywiste. Są firmy, które robią pieniądze na produkcji samochodowych pasów bezpieczeństwa i systemów ABS, choć gdy je wprowadzano mówiło się że to tylko sposób na wyciąganie pieniędzy z kieszeni klienta. Tam gdzie jest popyt tam pojawia się i podaż. Od nas, klientów, zależy czy damy się nabierać na tanie  sztuczki (np. maseczki) czy zdecydujemy się na rozwiązania, które problem rozwiązują choć w części.

Zanim zakończę, chciałbym jeszcze wyjaśnić trzy kwestie.

  1. Węgiel nie jest źródłem smogu. Źródłem smogu jest palenie węglem niskiej jakości i śmieciami w piecach, które nie są odpowiednio przygotowane do eksploatacji. Takie są fakty. Mówienie więc, że walka ze smogiem to walka z węglem jest bzdurą i niepotrzebnie rozgrzewa emocje. W Polsce kilka milionów ludzi żyje dzięki przemysłowi wydobywczemu. Ten przemysł jest przestarzały i zżerany wewnętrznymi problemami. Nie da się jednak (z wielu różnych powodów) po prostu wszystkich kopalń zamknąć. Węgiel może być czarnym złotem o ile wykorzystamy go w sposób nowoczesny i innowacyjny. Np. gazując pod ziemią, budując instalacje niskoemisyjne czy zeroemisyjne. Podkreślanie, że walka o czyste powietrze to walka z węglem, powoduje u milionów ludzi żyjących z wydobycia węgla (i przemysłu który z tym jest związany) automatyczną niechęć do działań mających na celu poprawę jakości powietrza.
  1. Wiarygodność pomiaru. „Jeśli na jednej ulicy pomiary wskazują na duże skażenie powietrza, wcale nie oznacza to, że w Twojej okolicy jest równie niebezpiecznie.” Nieprawdą jest, co pisze redakcja TwojaPogoda.pl, że pomiaru z jednej stacji nie można stosować do całego miasta. W przeciwieństwie do temperatury, która rzeczywiście może się szybko zmieniać, zanieczyszczenie powietrza jest dość jednorodne na większym obszarze. W Polsce nie mamy niedoboru stacji pomiarowych. A na tak duże miasto jak np. Warszawa wystarczy ich kilka, by wiarygodnie przedstawić jakość powietrza w mieście. Nawet jeżeli na danym obszarze znajdują się pojedyncze punkty pomiarowe, odpowiednie algorytmy (biorące pod uwagę wiele zmiennych) wyliczają stężenie prawdopodobne. Jest ono (a robi się takie testy) bardzo bliskie stężeniom rzeczywistym. Warto rzeczywiście zwrócić uwagę, by dane na których się opieramy (w tym dane w aplikacjach w telefonach komórkowych) pochodziły z oficjalnych stacji, a nie były zniekształcane przez mierniki prywatne albo komercyjne, których dokładność jest zła, albo bardzo zła.
  1. Skarga na Polskę. Niektóre organizacje ekologiczne za zanieczyszczone powietrze postanowiły złożyć na Polskę skargę do Komisji Europejskiej. Taki ruch uważam za totalnie antyskuteczny. Smogu nie pozbędziemy się (nie zminimalizujemy) dekretami rządu czy uchwałami samorządu, bo smog powstaje nie w dużych zakładach przemysłowych tylko w naszych prywatnych kominach i rurach wydechowych. Komisja Europejska może nałożyć na nas karę i co? I to nas, Polaków, przekona do zmiany głupich i szkodliwych przyzwyczajeń? Myślę, że raczej utwierdzi w przekonaniu, że Bruksela znowu nas atakuje. I z całą pewnością atakuje dlatego, że chce położyć łapę na naszym węglu. Składając skargę do Komisji Europejskiej niektóre organizacje ekologiczne właśnie dały do ręki argument tym, którzy ze smogiem nie mają zamiaru walczyć. Sorry, taki mamy klimat. 

Tomasz Rożek

>>> Więcej naukowych informacji na FB.com/NaukaToLubie.

2 komentarze do Smog? Bez spiny, jest super!

Type on the field below and hit Enter/Return to search