

Czy w kinie da się jeszcze zrobić film science-fiction, który opiera się na PRAWDZIWEJ nauce i nie traktuje widza jak idioty? Obejrzałem „Projekt Hail Mary” i przez pół nocy analizowałem go pod kątem praw fizyki!
W dzisiejszym materiale na kanale Nauka To Lubię bierzemy pod lupę ekranizację genialnej książki Andy’ego Weira. Ziemia staje w obliczu zagłady z powodu tajemniczego astrofaga – mikroskopijnego organizmu, który dosłownie „zjada” energię ze Słońca. Ludzkość wysyła misję ratunkową do układu Tau Ceti, co staje się początkiem niesamowitej, międzygwiezdnej przygody.
Z tego filmu dowiesz się:
- Ile tam prawdziwej nauki? Sprawdzamy, dlaczego Neil deGrasse Tyson uznał, że film „zdał egzamin naukowy”.
- Jak działa statek kosmiczny dr. Grace’a (Ryan Gosling)? Równanie Ciołkowskiego, napęd spin drive i dylatacja czasu w praktyce!
- Gdzie twórcy naciągnęli fizykę? Dlaczego astrofag łamie drugą zasadę termodynamiki?
- Anatomia kosmity: Jak od zera zaprojektowano biologię Rocky’ego, opartą na amoniaku i komunikacji dźwiękowej?
„Projekt Hail Mary” to fantastyczny hołd dla metody naukowej, współpracy i wyciągania wniosków z własnych błędów. Pokazuje, że epicką przygodę można zbudować z minimalną liczbą „magicznych” założeń.
Dajcie znać w komentarzach: Byliście już w kinie? Jak oceniacie naukowy realizm tego filmu i sam pomysł na astrofaga?

