Rosja rozbiła się o Księżyc

Redakcja NTL
NTL
24.08.2023

Rosyjski lądownik księżycowy Łuna25 rozbił się o powierzchnię Księżyca. To kolejna z długiej serii porażek kosmicznych Rosji. Co się stało? I dlaczego – moim zdaniem – Rosja już w kosmos nie wróci?

Wprowadzenie

Rosja, a właściwie jeszcze Związek Radziecki, ostatnią misję księżycową, Łunę24 wystrzeliła pół wieku temu, w 1976 roku. W zeszłym roku Władimir Putin obiecywał, że Łuna o numerze 25 zostanie wystrzelona w ciągu kilku tygodni, ale od jego zapowiedzi musiało minąć jeszcze 1,5 roku.

Prawdziwe opóźnienie tej misji wynosi już ponad 10 lat. Przez lata jej koncepcje zmieniały się jak w kalejdoskopie, a ostatecznie postawiono na prosty i raczej nieduży lądownik.

A początki były bardzo ambitne – lądownik jeszcze w kosmosie miał wypuścić 12 penetratorów, które po wbiciu się w księżycowy grunt prowadziłyby badania sejsmograficzne. Oczywiście w Łunie25 nie ma po tej koncepcji śladu, wyleciały jako zbyt trudne do zaprojektowania. 

Kosmiczna próba sił?

W kwietniu zeszłego roku w jednym ze swoich filmów mówiłem i podtrzymuję, że cała misja nie miała na celu zebrania jakichkolwiek danych naukowych ani chyba nawet pokazania na zewnątrz, że Rosja zdobywa kosmos. To był komunikat do wewnątrz: Popatrzcie – prowadzimy wojnę, wszyscy są nam wrogami, a my i tak potrafimy wylądować na Księżycu.

Przeczytaj też: Rosja w kosmosie i groźby. Jest się czego bać?

No i okazało się, że nie potrafią, choć w przeszłości Związek Radziecki zrobił to wiele razy. Od tego czasu jednak bardzo wiele – tak politycznie, jak i technologicznie się wydarzyło. Dzisiejszy program kosmiczny Moskwy to zaledwie cień tego, co było kiedyś. Rosja nie ma pieniędzy, nie rozwinęła nowoczesnych technologii, brakuje jej specjalistów, a Ci co zostali są fatalnie opłacani.

Żeby zrobić cokolwiek niestandardowego i ambitnego w kosmosie, Roskosmos potrzebuje wsparcia innych agencji kosmicznych. Przy Łunie25 pracowano z Europejską Agencją Kosmiczną, ale ta współpraca z powodu wojny została zerwana.

Łuna25 – co się wydarzyło?

Łuna25 rozbiła się o powierzchnię Księżyca kilka dni temu. Podczas manewru obniżania orbity wyhamowujący ją silnik nie przerwał pracy w odpowiednim momencie i w efekcie lądownik uderzył w powierzchnię naszego satelity.

Coś z ich silnikami albo awioniką, albo obiema tymi rzeczami jest nie tak. Jakiś czas temu silnik rosyjskiego modułu Nauka dołączanego wtedy do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej też się nie wyłączył i zaczął obracać stacją w niekontrolowany sposób tak, że ta mało się nie rozbiła.

Przeczytaj też: Nowe kłopoty Stacji Kosmicznej

Rosja a Polska

Nie twierdzę, że lądowanie na Księżycu jest proste, ale Rosjanie polegli na prostym etapie przygotowawczym do właściwego lądowania, do tego ostatniego w ogóle nie docierając. Podobne manewry wykonuje się w kosmosie… rutynowo, chociażby w sąsiedztwie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Czy Roskosmos poda przyczynę awarii? Nie wiadomo, ale ewidentnie jest to oznaka postępujących problemów jakościowych sprzętu rosyjskiej agencji. 

Podczas jednej z dyskusji internetowych ktoś napisał, że pastwienie się nad niepowodzeniem Rosji to hipokryzja, bo Polska nie byłaby w stanie dokonać nawet tego. Jasne, że nie byłaby. Nie mamy takich środków wynoszenia jak Rosja. Swoją drogą, to w zasadzie jedyna rzecz, którą Rosja jeszcze ma i którą potrafi skutecznie robić w kosmosie. Wynosić rzeczy na orbitę.

My byśmy tego nie potrafili zrobić. Ale też my nigdy nie byliśmy i nie będziemy pierwszą, a potem drugą na świecie potęgą kosmiczną. Nigdy nie lądowaliśmy na Księżycu, Wenus czy na Marsie. Nigdy nie lecieliśmy na Międzynarodową Stację Kosmiczną, nigdy nie budowaliśmy własnej. Rosjanie w czasach Związku Radzieckiego mieli MIRa.

Rzecz nie w tym, co posiadają na tle państw bez kosmicznego doświadczenia. Rzecz w tym, że oni są na równi pochyłej. USA, Europa, Japonia i oczywiście Chiny rozwijają się, rosną. Mają sukcesy i miewają porażki. Ale Rosja od długiego czasu zalicza tylko porażki. I to coraz bardziej kompromitujące jak na kraj, który jako pierwszy wyleciał w kosmos, jako pierwszy umieścił tam człowieka, jako pierwszy lądował na Wenus i jako pierwszy doleciał do Marsa. 

Co ja o tym wszystkim sądzę?

Czy mnie porażka Łuny25 cieszy? Uważam, że takie kraje jak Rosja powinny być odcięte od wszelkich międzynarodowych projektów naukowych. Nie przekonuje mnie argument, że powinno się je zapraszać do międzynarodowych gremiów, bo to je może ucywilizować albo przeciągnąć na stronę państw demokratycznych. Historia nie zna takich przypadków. Zna za to wiele takich, gdzie międzynarodowa współpraca, także naukowa, była wykorzystywana do wzmacniania ich potencjału militarnego.

Dzisiaj jedynym partnerem, na którego Rosja – nie tylko w kosmosie – może liczyć, są Chiny. Być może misja Łuny25 miała pokazać Pekinowi, że Rosjanie potrafią jeszcze w kosmos. No i nie pokazali.

Współpraca technologiczna, szczególnie w kontekście kosmosu, a więc także komunikacji, elektroniki, w tym chipów, których Rosja nie potrafi budować, a więc także obrazowania satelitarnego czy rozwijania środków przenoszenia czy awioniki, pomiędzy Pekinem i Moskwą byłaby bardzo niepożądana z punktu widzenia świata demokratycznego. Czy Pekin zechce współpracować z partnerem, który nie potrafi przeprowadzić w sumie rutynowego manewru w kosmosie?

Hindusi lądownik na Księżycu

Wymieniając państwa, których przemysł kosmiczny mocno się rozwija nie wymieniłem Indii. Zostawiłem je sobie na koniec.

Wczoraj na powierzchni Księżyca osiadł hinduski lądownik Vikram. Dla Hindusów to ogromny sukces. Mówię o misji Chandrayaan-3. W ramach poprzedniej – Chandrayaan-2 – hinduski lądownik rozbił się o powierzchnię Księżyca. Teraz się udało.

Vikram ma instrumenty do badania termicznych cech powierzchni Księżyca, pomiarów przygruntowej plazmy. Będzie też badać aktywność sejsmiczną okolicznego terenu. Łazik będzie analizował skład skał i regolitu. Na swoim pokładzie ma dwa spektrometry.

Zobacz również

Podcasty NTL